Szantaż emocjonalny. Nie daj się !!!

Emocje, którymi kierujemy się w życiu są dla nas ważne, bo są nasze. To jest to,  co czujemy i pragniemy pokazać . Często słyszymy o umiejętności nazywania własnych emocji jako warunku wiedzy na temat naszych potrzeb i oczekiwań. Nazywam swoje emocje i tym samym pokazuje innym co czuję. Celem takich zachowań jest na ogół zadbanie o siebie i odkrycie przed innymi tego co czujemy, co jest dla nas ważne, na czym nam zależy. Zakładamy, że dzięki temu osoby z którymi żyjemy, nasi bliscy będą dla nas lepsi, będą nas szanować i liczyć się z naszymi potrzebami, uczuciami. Czy jednak zawsze tak będzie? Otóż zdarza się, że część z nas wykorzystuje to i stosuje zwykły szantaż emocjonalny. Szantażysta emocjonalny jest jak dziecko, działa na zasadzie  „Co? Nie chcesz mi tego dać? W taki razie już cię nie lubię i nie będę się z tobą bawić. Wszystko co mogliśmy zbudować popsułaś/łeś”. Działanie takie ma przede wszystkim na celu wbicie kogoś w poczucie winy i wszystko tylko po to żeby osiągnąć swoje cele. Po co pracować nad argumentami, po co dyskutować, szukać racjonalnych wytłumaczeń/argumentów? Wystarczy odpowiednio zadziałać na emocjach. Wpędzanie w poczucie winy to jeden z mocniejszych mechanizmów, którym obezwładniamy innych. W ten sposób pozbywamy innych siły/energii, zwłaszcza jak komuś na nas zależy. Jesteśmy wtedy w stanie zrobić wszystko, żeby zaspokoić potrzeby osoby szantażującej. Nieświadomi tego działania chcemy przede wszystkim odbarczyć się z poczucia winy, ale niestety tym samym robimy to co osoba szantażująca nas emocjonalnie chce.

  • Czy zawsze szantaż emocjonalny działa?
  • Jaka będzie reakcja szantażysty na powiedzenie „nie”?
  • Czy w takim razie ważne są dla szantażysty emocjonalnego uczucia innych?

Odpowiedzi na te i inne pytania szukajcie w kolejnym wpisie.

„Klucz do wieczności”

„Klucz do wieczności” to tytuł filmu o marzeniach, potrzebach i oczekiwaniach człowieka. Od dawien dawna zastanawiamy się co nas czeka po śmierci. Ta niepewność budzi w nas lęk i bezradność. Jedno jest pewne każdy musi umrzeć , a nikt nie wie co będzie dalej i czy w ogóle coś będzie. Stąd mam wrażenie kolejny pomysł na film o życiu wiecznym. Fabuła jest jednak zaskakująca, bo okazuje się, że proste rozwiązania nie dają nam ani satysfakcji, ani spełnienia. Śmiertelna choroba jednego z głównych bohaterów, bogatego biznesmena wzbudza w nas współczucie i litość. Duże możliwości finansowe pozwalają mu jednak na opłacenie podróży do wieczności. Ta zmiana, która miała mu dać wolność i wieczne szczęście okazała się wielką próbą wartości, przekonań i prawdziwych oczekiwań. Nie do końca to co nam się wydaje, że da nam szczęście, jest jego źródłem. Dopiero jak znajdziemy się w danej, konkretnej sytuacji wystawiającej nas na próbę zaczynamy poznawać siebie i to co jest dla nas źródłem prawdziwego szczęścia. Jesteśmy wtedy w stanie zrezygnować z wielu rzeczy, zauważyć to co wcześniej wydawało się nam mało ważne i zaryzykować wszystko w imię naszych wartości. Film „Klucz do wieczności” jest obrazem natury człowieka, a ciekawa postać Damiana i jego irracjonalne zdawałoby się postanowienia są ciekawą analiza sensu naszego istnienia. Warto przemyśleć nasze prawdziwe pragnienia i nie sugerować się wyborami innych, bo to co dla nas jest ważne dla innych może okazać się marnym pyłem.

Syndrom sztokholmski

Podejrzewam, że zdarza się wam słyszeć od znajomych, rodziny wypowiedź typu: „O matko! To było dla mnie traumatyczne przeżycie”. Ludzie w większości nadużywają słowa TRAUMA, a stosując je w języku potocznym zacierają prawdziwe znaczenie tego wyrazu. Otóż wg Diagnostic and Statistical Manuał of Mental Disorders (DSM-IV) „Dana osoba miała do czynienia z traumatycznym zdarzeniem, jeśli wystąpiły OBYDWA z poniższych kryteriów:

  • dana osoba przeżyła, była świadkiem lub została skonfrontowana ze zdarzeniem lub zdarzeniami związanymi z rzeczywistą śmiercią lub zagrożeniem życia bądź poważnym zranieniem, zagrożeniem fizycznej integralności własnej czy innych ludzi,
  • reakcja tej osoby obejmowała intensywny strach, poczucie bezradności lub zgrozy”.

JEDNĄ Z REAKCJI TRAUMATYCZNYCH, POSTRZEGANYCH JAKO STRATEGIA PATOLOGICZNA JEST SYNDROM SZTOKHOLMSKI.

Syndrom sztokholmski polega na tym, że osoba przeżywa pozytywne uczucia wobec sprawcy, wręcz współczuje mu, odczuwa wdzięczność za darowane życie. Doświadcza specyficznego poczucia przywiązania i bliskości, rozumie motywy i zachowania sprawcy oraz podziela jego poglądy. Ofiara przejawia jednocześnie negatywne uczucia wobec osób próbujących ją ratować i nie angażuje się w zachowania, które mogłyby doprowadzić do uwolnienia od sprawcy.

Nazwa syndromu wiąże się z napadem na Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg w Sztokholmie, podczas którego napastnicy przez kilka dni (między 23 a 28 sierpnia 1973) przetrzymywali zakładników. Po złapaniu napastników i uwolnieniu przetrzymywanych przez nich osób te ostatnie broniły przestępców pomimo sześciodniowego uwięzienia. W czasie przesłuchań odmawiały współpracy z policją. Termin został użyty przez szwedzkiego profesora medycyny, Nilsa Bejerota, który współpracował z policją jako konsultant psychiatryczny podczas tego napadu i który przedstawił swoje obserwacje dziennikarzom. Termin wkrótce przyjął się wśród psychologów na całym świecie.

Jest to tylko jedna z wielu patologicznych strategii radzenia sobie z traumą.

Mówi się że około 80% ludzi radzi sobie w sposób konstruktywny z traumatycznymi przeżyciami. Warto jednak poobserwować reakcje swoje i innych po konfrontacji z przerażającymi zdarzeniami.

Jak powiedział Jonathan Carroll:

Naj­większą bro­nią strachu jest je­go zdol­ność uczy­nienia nas śle­pymi na wszys­tko in­ne. Kiedy nas ogar­nia prze­rażenie, za­pomi­namy, że są jeszcze in­ni, że są spra­wy, o które na­leży wal­czyć (…)„.

 

Czy pomaganie się opłaca?

Lubimy pomagać, pomagamy i … czasami czujemy wielkie rozczarowanie. Zastanawiamy się wtedy dlaczego? Przecież pomogliśmy, żeby pomóc. Dlaczego więc oczekujemy docenienia, zauważenia, zwrócenia uwagi?

Otóż okazuje się, że często motywem naszego działania jest nie tylko pragnienie niesienia pomocy, ale również chęć poczucia się dobrym, docenionym i dzięki temu spełnionym. To, że pomagamy i że jest to zauważone przez innych odgrywa ogromna rolę w naszym życiu. Jest to dla nas ważne, widzimy tego sens i nadaje to kierunek naszych dalszych działań.

Kolejnym motywem jest możliwość „odebrania” naszego dobra w przyszłości. Słynne stwierdzenie  „Ten, kto daje jedną ręką, będzie zawsze zbierał obiema rękami” potwierdza nasze oczekiwania.

Myślę, że nie należy zastanawiać się głębiej nad motywami naszych działań pomocowych. Bez względu na to dlaczego chcemy pomóc najważniejsze jest to, że pomagamy. Możemy wtedy, przy niewielkim nakładzie naszej pracy, zmienić życie drugiego człowieka. Drobny gest może okazać się istotnym elementem przyszłości, która jak wiemy jest niezbadana.

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu

Dlaczego porażki są nam potrzebne?

Porażki zdarzają się każdemu. Nie lubimy ich ponieważ godzą w naszą samoocenę i pewność siebie. Nie chodzi jednak o to, żeby ich unikać, bo to niemożliwe, ale żeby zauważyć ich wartość edukacyjną. Słynne powiedzenie „jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz” jest trafnym określeniem roli porażki. Mam jednak wrażenie, że problemem nie jest uleganie porażkom, ale ich konsekwencje. Chodzi o to jak nasza porażka jest postrzegana. Np. jeżeli uczeń dostanie kolejną słabą ocenę, komunikat typu: „Znów się nie postarałeś”, albo „Po raz kolejny zawaliłeś sprawę” nic nie daje, wprost przeciwnie obniża nasze poczucie wartości i wpływa na brak wiary w zmianę. Jeżeli porażka ma uczyć wskazany by był komunikat typu: „Tak, dostałeś słabą ocenę i nie jest to dobre, ale powiedz, co zrobiłbyś innego, co byś zmienił, żeby następnym razem nie skończyło się to tak samo. Jaki masz pomysł na zmianę swoich zachowań, żeby ich konsekwencje były inne. Tak rozumiana porażka jest drogą do bycia coraz lepszym i osiągania sukcesów. Pamiętajmy o tym, że wielu wielkich wyciągało lekcje z porażek i na tej podstawie budowało swoją siłę. Złe rozumienie porażki prowadzi do zaniżonej samooceny, a ta z kolei wiąże się z silniejszą koncentracją na porażkach niż na sukcesach. Zwiększa się wówczas wrażliwość na ocenę i krytykę oraz obawa przed niepowodzeniem. Zamknięte koło, z którego ciężko wyjść.

Nie bójmy się porażek, bo dzięki nim zdobędziemy doświadczenia i siłę do naszych kolejnych działań.

Ken Robinson:

Jeśli nie jesteś gotowy, żeby popełnić błąd, nigdy nie zrobisz nic oryginalnego”.

Życie po osiągnięciu sukcesu.

Czasami jak obserwuję ludzi, którzy odnoszą sukces mam wrażenie, że ich pierwsze reakcje i większość zachowań dzieją się poza ich świadomością. Ten ciąg następujących po sobie zdarzeń przypomina mi, paradoksalnie, zachowania pojawiające się po stracie, są to:

  • szok (Jak to? Czy to prawda?), zaprzeczenie (Nie, to niemożliwe.)
  • rozpacz (I co ja teraz z tym zrobię? Czy uda mi podtrzymać ten stan?)
  • dezorganizacja – trudność w radzeniu sobie z codziennością, rolami życiowymi, rozproszona aktywność lub wycofanie (Co robić? Jakie działania teraz podjąć? Czy robić tak jak do tej pory, czy zmienić strategię działania? Nie wiem, gubię się.)
  • reorganizacja – oznaką odzyskiwania psychicznej równowagi jest podejmowanie nowych ról, zadań (Muszę kontynuować działania, bez tego nie mam szans i wszystko mogę stracić.)
  • akceptacja nowego stanu rzeczy (Tak osiągnęłam sukces, ale to nie znaczy, że mam na tym poprzestać. Będę robił wszystko tak, żeby zintensyfikować moje działania. Jak mi się uda podtrzymać ten stan to dobrze, jak nie to zmienię strategię działania i spróbuję innych rozwiązań.)

Zysk i strata, tak różne pojęcia a jednocześnie wzbudzają podobne reakcje. Różnica jest taka, że ze stratą sobie radzimy a do zysku dążymy. Strata jest czymś, czego chcemy się wyzbyć, a zysk czymś czego potrzebujemy, za czym tęsknimy i niestety coś od czego się uzależniamy.

Człowiek, który odniósł sukces i przeszedł pomyślnie kolejne etapy nie musi się obawiać jest gotowy na dalsze cieszenie się sukcesem, a jednocześnie gotowy na ewentualną porażkę, która nie będzie oznaczała jego słabości lecz odkryje kolejne obszary do zmiany. Dlatego życie po osiągnięciu sukcesu wymaga dojrzałości, doświadczenia i otwartości na nowe możliwości.

Człowiek, który pozostanie na jednym z kolejnych kroków może uwikłać się w uzależnienie od euforii bądź lęk przed niepowodzeniem i przyszłością.

Vince Lombardi

„Cena sukcesu to ciężka praca, poświęcenie i determinacja, by niezależnie od tego czy w danej chwili wygrywamy, czy przegrywamy dawać z siebie wszystko.”

Sukces, sukces, sukces!

Sukces, sukces, sukces!

Nie jest łatwo osiągnąć sukces, ale nie jest też łatwo żyć po osiągnięciu sukcesu.

Co w takim razie pcha nas do podążania w stronę sukcesu?

Chęć bycia lepszym? Chęć pokazania się przed innymi? Zwiększenie poczucia własnej wartości? Czy po prostu zysk finansowy? A może jeszcze coś innego wypływającego z naszych doświadczeń i przekonań?

Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Wielu ludzi podziwia osoby, które osiągnęły sukces. Może się zdarzyć, że im zazdroszczą, źle życzą, szukają słabych punktów. Nikt jednak nie zastanowi się głębiej ile pracy i zaangażowania wymaga sukces. Łatwiej stwierdzić miała/miał po prostu SZCZĘŚCIE. To tak jakby nasze życie porównywać do gry losowej i stwierdzić, że nic nie zależy od nas. Przecież to absurd. To my planujemy, którą drogą pojedziemy do pracy/domu, co zjemy na obiad, z kim się spotkamy, a wreszcie od nas zależy jaką drogą podążamy i co chcemy osiągnąć w życiu. My decydujemy co wybierzemy z wielu pojawiających się w naszym życiu propozycji.

Być może gdybyśmy poznali lepiej biografię osób, które odniosły sukces nie podjęlibyśmy się takiego życia. Życia okupionego często porażką, zwątpieniem i bezradnością.

Wielu z was słyszało zapewne o Edisonie, geniuszu, którego wiele wynalazków nie znalazło zastosowania czy o Rowling, której Hary’ego Pottera odrzuciło 12 wydawnictw, albo chociażby o bardzo znanej grze komputerowej Angry Birds, której autorzy stworzyli wcześniej bez powodzenia 51 gier.

Czasami są to godziny, miesiące, lata ciężkiej pracy. Pracy, która wymaga cierpliwości, wyrzeczeń i czasu. Kogo na to stać? Tylko tych, którzy naprawdę chcą, są zdeterminowani i gotowi na pasmo ewentualnych porażek. Jest jednak jeden warunek, a mianowicie wszyscy ci którzy chcą osiągnąć sukces powinni kochać to co robią i poświęcać się temu z pasją i oddaniem. Zbytnia koncentracja jedynie na zysku rozprasza myśli, powoduje dekoncentrację i szybkie wypalenie, a to w konsekwencji może doprowadzić do rezygnacji z dalszych działań.

Bo tak jak powiedział Henry Ford:

„Chciwość pieniędzy jest największą przeszkodą w otrzymywaniu ich”

 

Życie po sukcesie to już zupełnie inna sprawa, którą zajmę się następnym razem…

Na dobry początek :)

Każdy, kto kiedyś stał w blokach startowych wie co to za uczucie. Napięcie, silna koncentracja, lęk i świadomość tego ile może przegrać/stracić jeżeli źle wystartuje. I tak, mam wrażenie jest z każdą nową inicjatywą, którą pragniemy podjąć. Czego tak naprawdę się boimy? Przegranej? Niepowodzenia? Uderzy to w nasze EGO? Boimy się oceny innych? A może jeszcze coś innego, co nasz przytłacza i nie pozwala wystartować, a nawet zbliżyć się do linii startu. Podobnie jest ze mną. Planując tego bloga myślałam przede wszystkim o tym co mi to da. Czy poczuje się z tym lepiej? Czy wpłynie to na rozwój mój i innych? Czy pozwoli to na realizacje moich marzeń?

Po głębszym namyśle odpowiedziałam sobie TAK.

Po pierwsze będę miała okazję podzielić się swoimi przemyśleniami, ale i usłyszeć głos innych. Każdy bowiem moim zdaniem ma niepowtarzalny punkt widzenia i ciekawy sposób odbierania świata, zjawisk, wrażeń.

Po drugie zdobędę niesamowite doświadczenie, wiedzę, umiejętności i siłę do pokonywania dalszej drogi życiowej.

Po trzecie zgłębię bardziej tajemnicę ludzkiego umysłu, jego możliwości i potrzeb.

Tak więc warto próbować, nie poddawać się, być cierpliwym i konsekwentnie realizować swoje cele. I przede wszystkim nie zniechęcać się, być wytrwałym tak jak biegacz, który po wystartowaniu z całą swoją siłą pokonuje wyznaczony odcinek, nie zwalnia i nie pozwala sobie na słabość. I nic się nie stanie jeżeli nie dobiegnie. Nie będzie to oznaczało, że jest gorszy czy słaby? Oznacza, że zdobył nowe doświadczenie i następnym razem lepiej zaplanuje swoje działania. Porażka ma być narzędziem nauki i doskonalenia, a nie uderzać w naszą samoocenę i poczucie wartości.

Ważna jest droga, którą podążamy. Nie bójmy się wyzwań i przeciwności, bo tylko wytrwałość i siła gwarantuje nam osiąganie własnych celów przez co stajemy się silniejsi i bardziej otwarci na kolejne doświadczenia.

Udajmy się więc wspólnie w podróż pełną inspiracji, oczekiwań i spełnienia .

Bo tak jak powiedział Hemingway

„Dobrze jest znać cel swojej podróży; lecz najważniejsza jest właśnie podróż, nie cel.”